Skończył się wyjątkowy Jubileuszowy Rok 2025 upływający pod hasłem "Pielgrzymi nadziei". Rozpoczęty przez papieża Franciszka 24 grudnia 2024 roku trwał do 6 stycznia 2026 roku, kiedy to już papież Leon XIV zakończył go Mszą na Placu św. Piotra. W tym czasie można było uzyskać odpust przekraczając Święte Drzwi w Bazylice św. Piotra w Watykanie. Ale nie tylko, bo przecież nie każdy mógł sobie pozwolić na pielgrzymkę do Wiecznego Miasta, z różnych powodów. W związku z tym biskupi ustanowili na terenie swoich diecezji tzw. Kościoły Jubileuszowe działające na podobnych zasadach. Nie wiem jak to było w przypadku innych diecezji, ale u nas przeważnie był jeden na dekanat.
Jubileuszowy Rok na etapie diecezjalnym kończył się ciut wcześniej, bo 27 grudnia. Z tej okazji biskup Artur istotny zaprosił wiernych na uroczyste jego zakończenie do katedry w Sosnowcu. Byłam na otwarciu jubileuszu rok temu, wypadało udać się też na jego zamknięcie, chociażby na szczeblu lokalnym. Wypadało ono w sobotę, a więc nie musiałam zbytnio kombinować z tym, jak się na nie dostać i ile się urwać z pracy na świetlicy.
Uroczystość zaplanowana była na godzinę 18:00, poprzedziły ją jednak nieszpory i mini-koncert kolęd i pastorałek w wykonaniu katedralnego chóru. choćby nie wiecie jakie miałam ciary, kiedy słuchałam znanych mi utworów w nowych, niejednokrotnie podniosłych aranżacjach. Tuż przed 18:00 zapadła cisza, zapowiadająca, iż już za chwilę, już za momencik rozpocznie się nabożeństwo. I tak też się stało - przy dźwiękach kolędy "Tryumfy Króla Niebieskiego" w uroczystej procesji przez środek katedry przeszli księża koncelebrujący Mszę świętą. Wśród nich było wiele znajomych twarzy, co napawało mnie euforią i optymizmem.

Słowo po Ewangelii wygłosił do nas nasz pasterz - biskup Artur Ważny. Swoje kazanie podzielił na pięć części, a każdą z nich zaakcentował innym fragmentem Liturgii Słowa, którą usłyszeliśmy zaledwie chwilę wcześniej. Mówił w nim co było, co jest i co będzie w niedalekiej przyszłości. Wyszedł od tego, iż patrzy na nas i widzi w nas Kościół żywy, który, jak mówił papież Franciszek, jest "szpitalem polowym", ale też domem, gdzie każdy ma swoje miejsce. Przypomniał, iż przez ostatni rok uczyliśmy się, co to adekwatnie znaczy mieć nadzieję, a bulla "Spes non confundit" ("nadzieja nie zawodzi") była naszą latarnią. A potem wskazał pięć przestrzeni diecezjalnego domu, splatającego przeszłość z przyszłością.
- Kościół w drodze - pielgrzymi nadziei ("Rodzice jego chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy" Łk 2, 41) - biskup nawiązał tutaj do tego, iż Święta Rodzina nie była rodziną statyczną, ale taką, która była w drodze, pielgrzymującą. Wspomniał przy tym diecezjalną pielgrzymkę do Rzymu, która odbyła się w maju. Przypomniał moment u grobu św. Piotra i to, iż było to fizyczne doświadczenie tego, iż jesteśmy jednym Ciałem Chrystusa. Na wzór Józefa i Maryi diecezja pielgrzymowała do źródeł wiary. Nie zapomniał przy tym o pielgrzymach na Jasną Górę, podczas których trud marszu mieszał się ze szczerą modlitwą. Doskonałym uzupełnieniem było tutaj zacytowanie słów papieża Franciszka: "chrześcijanin, który nie jest w drodze, jest chrześcijaninem, który się zepsuł". A przecież nikt nie chce się psuć. Biskup istotny zaznaczył też, iż pielgrzymowanie uczy nas, iż nikt nie jest samowystarczalny, iż każdy z nas potrzebuje pomocy drugiego człowieka. To doświadczenie wspólnoty w drodze to fundament, na którym powinno się budować dalej.
Nie bójmy się więc kurzu na naszych butach. Bóg nie mieszka w sterylnych laboratoriach technologii, ale na zakurzonych drogach ludzkiego życia. Kto idzie, ten ryzykuje potknięcie, ale kto stoi, ten już upadł w pychę samozadowolenia. - Ból szukania z odwagą skruchy ("Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie" Łk 2, 48) - drugim obrazem przywołanym nam przez naszego biskupa był ten przedstawiający Maryję i Józefa, którzy szukali Jezusa "z bólem serca". I zaraz zadał pytanie: czy może być coś straszniejszego niż zgubienie Boga. Przyznał, iż był to dla diecezji rok stanięcia w prawdzie, do stawiania sobie pytań: "Gdzie jest Jezus w naszym Kościele sosnowieckim?", czy nie zgubiliśmy go w rutynie, w grzechu, w skandalach raniących nasze serca? I przyznał, iż bardzo wielką wagę miały wyjątkowe nabożeństwa jubileuszowe, które miały miejsce w każdym dekanacie, kiedy kapłani i świeccy stawali z sobą twarzą w twarz. To był wyjątkowy czas, kiedy duchowni mieli okazję i odwagę przeprosić za zgorszenie, brak świadectwa, pychę. Ale i świeccy mieli przestrzeń, by wybaczyć, a zarazem prosić o wybaczenie. Zaś moment wzajemnego błogosławieństwa, gdy ksiądz błogosławił wiernych, a wierni kładli ręce na ramiona kapłanów, uznał za jeden z najbardziej wzruszających i uzdrawiających momentów swojej posługi w naszej diecezji. Biskup podkreślił, iż właśnie to jest owo "szukanie z bólem serca" i przypomniał, iż papież Franciszek w "Spes non confundit" napisał, iż "Bóg nigdy nie męczy się przebaczaniem" - my też nie możemy się zmęczyć
Duchowny zaznaczył, iż stoi przed nami z pokorą. Wie, iż wszyscy są tylko glinianymi naczyniami, często popękanymi. Jednak to przez te pęknięcia może zaświecić Światło Chrystusa, a nie nasze własne. Bo odnowa zaczyna się od skruchy, od przyznania: "Zgubiliśmy Cię, Panie, ale szukamy Cię z całego serca". - Nowe szaty dialogu - w stronę synodu ("Jako wybrańcy Boży (...) obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość" Kol 3, 12) - w tym fragmencie kapłan zwrócił uwagę na to, iż święty Paweł daje nam gotową instrukcję na to, w co się ubrać. A więc nie w urzędowe szaty, czy też splendory, ale w "serdeczne miłosierdzie i cichość". To taki "dress code" na najbliższy czas, który powinien być świętą modą w naszej diecezji i naszym stylem w codzienności. Nasz pasterz zdradził nam, iż niebawem rozpocznie się etap przygotowawczy do II Synodu Diecezji Sosnowieckiej. Jednak synod nie jest parlamentem, a wspólnym wędrowaniem. W tym miejscu nawiązał do trzydniowych rekolekcji diecezjalnych na hali Arena w Sosnowcu, w których wzięły udział setki ludzi: księża, świeccy, rodziny i młodzież. Tam uczyliśmy się, iż Kościół to My - Lud Boży. I dlatego chce nas on zaprosić do dialogu. Jak sam przyznał - Kościół sosnowiecki potrzebuje naszego głosu, doświadczenia, wiary. To dobra okazja, aby nauczyć się rozmawiać oraz słuchać, a słuchać, by zrozumieć, a nie odpowiadać. Zaznaczył przy tym, iż synodalność jest tak naprawdę sztuką słuchania polifonii Ducha Świętego, która czasami brzmi w katedrze, a innym razem w cichym szeptaniu matki obawiającej się o wiarę swojego dziecka. o ile jednak Kościół będzie głuchy na ten szept, będzie i głuchy na Ewangelię. Kościół nie może być zaś głuchy - nie słuchający ani Boga, ani ludzi. Duchowny gorąco zachęcał do tego, aby angażować się w proponowane w parafiach katechezy i formację stałą. Nie możemy bać się brać odpowiedzialności. Kościół potrzebuje starszych, małżeństw, rodzin, młodych i dzieci, wszystkich i każdego, by wzajemnie się uczyć, jak umiejętnie, wiernie i ofiarnie kochać. Potrzebuje też Bożej mądrości połączonej z wspólną wiarą oraz doświadczeniem. Biskup wyraził nadzieję, iż synod otworzy przed nami nowy rozdział napisany "czcionką" pokory i dialogu.
- Wrażliwość na wykluczonych i siła ukryta ("Synu, wspomagaj swoje ojca w starości, nie zasmucaj go w jego życiu" Syr 3, 12) - w tym krótkim zdaniu mędrzec Syrach upomina się o najsłabszych, o starszych, tych wszystkich, którzy "nie nadążają". Jak zauważył biskup, w naszym diecezjalnym rachunku sumienia nie może zabraknąć pytania o tych wszystkich, którzy są ubodzy, wykluczeni oraz skrzywdzeni. Wszak Jubileusz to czas wyzwolenia oraz darowania długów. Pasterz poradził, abyśmy rozejrzeli się dookoła. Może zauważymy, ile ludzi w naszych blokowiskach bądź sąsiedztwie wykluczonych nie tylko ekonomicznie, ale też przez samotność? Bo tak naprawdę ubóstwo ma dzisiaj twarz zarówno starszej pani w bloku bez windy, jak i nastolatka w depresji, który nie widzi sensu życia. Jako wspólnota musimy mieć oczy szeroko otwarte, by nie być Kościołem zadowolonym z siebie, który jednak nie widzi "Łazarza u bram". Przy okazji podziękował tym, których nazwał "elektrownią duchową" - chorym, cierpiącym, samotnym. Ich cierpienie, które w cichości ofiarują za diecezję określił niewidzialnym fundamentem, na którym stoi jej aktywność, a bez ich wsparcia plany byłyby tylko pustym aktywizmem. Szczególne słowa wdzięczności skierował w stronę działających w Jaworznie Sióstr Karmelitanek, gdzie za klauzurą "bije serce modlitwy". To tak siostry, w większości z Ukrainy, modlą się nie tylko za naszą diecezję, ale też o pokój dla swojej ojczyzny. Jak podkreślił, ich cicha obecność to krzyk wiary przebijającą niebiosa. Nie możemy też pozwolić, aby zwiędła nasza pomoc wobec potrzebujących pomocy uchodźców, a także by stępiała nasza wrażliwość na ludzką wiarę i krzywdę.
- Wzrastanie w łasce - Chrystus w centrum ("Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi" Łk 2, 52) - i w końcu ostatni obraz: to Jezus w Nazarecie, jego wzrastanie, po prostu zwyczajność. Dla biskupa jest to nasza perspektywa na "po-Jubileusz". To nie chodzi o to, aby po zakończeniu Roku Świętego zwinąć sztandary i wrócić do szarości. Bardziej o to, by uzyskana łaska stała się codziennością. Nawiązał tutaj do rozpoczętego dzieła - peregrynacji Jasnogórskiej Ikony po naszej diecezji. W wielu miejscach już była, a niebawem zapuka też do innych parafii, a co za tym idzie, też do naszych domów. Pasterz diecezji prosił nas, abyśmy ją przyjęli i uczyli się od niej, jak tworzyć taki dom, gdzie Jezus jest w centrum. Prosił też o modlitwę o powołania przyznając, iż potrzebujemy kapłanów według Serca Jezusowego - nie urzędników, ale pasterzy. Potrzebujemy też świętych zakonników i misjonarzy. Ale potrzebujemy też świętych rodzin, bo to rodzina jest pierwszym sanktuarium i pierwszym Kościołem. Obiecał, iż o ile Chrystus będzie w centrum małżeństw, to on o przyszłość diecezji będzie spokojny. W tym miejscu podziękował też kapłanom za miniony rok, za jubileuszowe rekolekcje kapłańskie, za spowiedzi, za często niewidoczny trud. Przyznał, iż wie, iż bywa ciężko, a duchowni czują się czasem zmęczeni i oceniani. Przekonywał ich jednak, iż są potrzebni do tworzeniu ze świeckimi jednego organizmu: fascynującego Ciała Chrystusa - Jego Kościoła.
Na zakończenie swojego kazania biskup Artur istotny przypomniał, iż bulla "Spes non confundit" kończy się wizją kotwicy rzuconej w niebo. A my mamy trzymać tą linę, choćby gdy parzy w dłonie, a sztormy próbują nas od niej oderwać. Jednak nadzieja to też pewność, iż po drugiej stronie tą linę ktoś trzyma, iż tym kimś jest Jezus. Patriarcha przypomniał, iż przed nami jest nie tylko synod i wciąż trwająca peregrynacja Matki Boskiej Jasnogórskiej, ale też życie, którego nie powinniśmy się bać. Zachęcał do zrobienie kroku w "nowe otwarcie" - niech to będzie nawrócenie tak samo pastoralne, jak i misyjne, od "zawsze tak było" do "zróbmy to tak, jak chce Duch Święty". Przy okazji prosił, aby Święta Rodzina uczyła nas jak z każdego domu i parafii uczynić "mały Nazaret" - miejsce, gdzie Bóg jest kochany, a każdy człowiek jest słuchany i szanowany. I życzył żeby nasza nadzieja była uparta, a nasza miłość bezczelnie odważna, i żebyśmy z tą odważną miłością szli w nowy czas.
Bo tak naprawdę "Pielgrzymem nadziei" może być każdy z nas przez całe życie, o ile tylko tego chce i pragnie.
Pielgrzymi nadziei
Zwyczajni w swoim życiu,
a jednak niezastąpieni.
Pielgrzymi co niosą nadzieję,
cichutko stąpają po ziemi.
Podchodzą do potrzebujących,
co ciągle we wszystko wątpią.
Otoczą ich dobrym słowem,
pokażą jak Nieba dotknąć.
Z kotwicą, swoim symbolem,
niczym ze świętym krzyżem.
Ratują niejedną duszę,
co chce się żegnać z życiem.
Szeptane cicho modlitwy,
kierują wprost do Boga.
Wskazując tym innym ludziom
jak prosta do Niego jest droga.
Bądź więc pielgrzymem nadziei,
zawsze - nie tylko od święta.
W Roku Jubileuszowym,
droga ta jest rozpoczęta.
I jeszcze na koniec przypomnienie loga upływającego jubileuszu wraz z wyjaśnieniem symboliki jego poszczególnych elementów:







