Olga, a te twoje zbędne kilogramy?

newsempire24.com 7 godzin temu

Jadwiga, a te twoje zbędne kilogramy? Czy to nie problem? nie ustępowała matka Dawida. Według mnie nie mam ich za wiele, a mój przyszły mąż choćby je lubi. Nie wszyscy muszą być szczupłe jak słomki. Jadwiga spojrzała złośliwie na Elżbietę i matkę Dawida. Takie bezczelne słowa rozbudziły w Elżbiecie ogień.

Mamo! Kupiłaś herbatę odchudzającą? A nasiona chia? Po co wsypałaś mi tyle masła do owsianki, to przecież zbędne kilogramy! Dawid, kupiłeś znów chleb na zakwasie? To niezdrowe! Trzy szklanki wody rano, inaczej waga nie spadnie Gdzie jest moja woda?! tak brzmiały słowa, które Dawid słyszał od dzieciństwa.

Matka i starsza siostra Dawida nieustannie martwiły się sylwetką. Siostra miała już trzydzieści osiem lat, nigdy nie wyszła za mąż i przypominała chudego, pochylonego konia z wiecznie głodnym spojrzeniem. Matka była jak prosta, sztywna szydełko.

Dawidowi wystarczyło to, by szukać ludzi żywych, z apetytem na życie, i marzyć, iż przyszła żona nie będzie taka jak matka i siostra. I taką znalazł!

Nazywała się Jadwiga. Imię jej brzmiało miękko, przyjemnie, pachnąco, jak świeżo wypieczone ciasto. Nie była pulchna, ale przy wzroście sto siedemdziesiąt trzech centymetrów ważyła osiemdziesiąt pięć kilogramów.

Te kilogramy promieniowały zdrowiem i dobrym humorem. Wysokie piersi, smukła talia, kobiece kształty i dołeczki na pulchnych policzkach, które aż chciało się przycisnąć. Dawid zachwycił się, gdy ją zobaczył.

Pewnego wieczoru zawiózł siostrę do banku w Warszawie załatwiać sprawy. Siostra wzięła numer i usiadła we właściwym fotelu, a on krążył po sali, czekając.

Nagle usłyszał srebrzysty, dzwoniący śmiech, lekki jak dzwonek. Był cichy, ale tak zaraźliwy, iż Dawid nieoczekiwanie się uśmiechnął. Pragnął zobaczyć właścicielkę tego śmiechu i ruszył w stronę dźwięku.

Śmiała się dziewczyna w mundurze, obsługująca starszego klienta. Mężczyzna powiedział coś zabawnego, a ona zaśmiała się ponownie. Dawid nie mógł oderwać od niej oczu od falującej fryzury po usta uśmiechnięte w kształt kokardy. Była całkiem pewna siebie, co widać było gołym okiem.

W samochodzie z siostrą słuchał jej monotonnej mowy, ale wydawało mu się, iż nie jest tu, nie przy Elżbiecie, ale pozostaje w banku, przy tej dziewczynie.

Dawidzie, słuchasz mnie? zapytała rozzłoszczona siostra.

Oczywiście, Elżbieto, słucham odpowiedział, starając się odgadnąć, o czym ona mówi.

Wiesz, nie jem smażonego mięsa, tylko gotowaną pierś z kurczaka narzekała o swoim adoratorze. Dawid skinął współczująco, język mu się przygryzł, jakby myślał: ten łobuz….

Następnego dnia, bliżej wieczora, pośpieszył do banku. Jego wymarzony przedmiot był na miejscu i odetchnął z ulgą. Po zamknięciu wyciągnął z auta bukiet róż i podszedł do dziewczyny.

Dziewczyno, nie potrzebujesz męża, czy może przygody dla mamy? rzucił niezdarnie, podając jej róże.

Jego twarz była tak rozbawiona, iż dziewczyna rozbawiła się głośno, przyjmując kwiaty.

Boże, jaka piękność! Jaki zapach! zanurzyła twarz w kwiatach, wdychając aromat, a on wpatrywał się w nią z zachwytem.

Od tej chwili byli nierozłączni. Spotkałeś kogoś i od razu wiesz, iż to już wszystko, nie trzeba szukać dalej. Tak stało się z Dawidem i Jadwigą. Po miesiącu znajomości poprosił ją o rękę, a ona zgodziła się z radością. Pozostało tylko poznać rodziców.

Rodzice Jadwigi przyjęli go przy bogato zastawionym stole, pełnym pierogów, śmiechu i gwaru. Matka Jadwigi, piękna i pełna wdzięku, pocałowała go w oba policzki, aż poczuł się kompletnie zakłopotany. Ojciec przyjaźnie poklepał go po ramieniu, jak starego znajomego, i zaprowadził do kuchni.

Trzymaj się z daleka od kobiet, bo cię przytłoczą. Ale nie martw się, Halina Janina, matka Jadwigi, to spokojna kobieta! Kocham ją już trzydzieści lat. A Jadwiga nasza to prawdziwy diament. Dbaj o nią, synu. powiedział ojciec Jadwigi, spoglądając uważnie.

Długo siedzieli przy stole, jedząc z apetytem, śmiejąc się głośno i opowiadając zabawne historie. Potem Janusz, ojciec Jadwigi, grał na gitarze, a wszyscy chóralnie mu podśpiewywali. Dawidowi tak dobrze było w tej rodzinie, jakby znał ich całe życie.

Trzy dni później pojechali do domu rodziców Dawida. Po drodze wpadli do cukierni, gdzie Jadwiga kupiła manualnie robione eklerki dla kobiet. O piątej po południu dotarli na miejsce.

Drzwi otworzyła matka Dawida, Grażyna Wiktoria.

O Witajcie, kochani spojrzała zdumiona na Jadwigę i zatrzymała się z otwartymi ustami, trzymając się za klamkę.

Mamo, kocham cię też. Może nie staniemy na progu, a wejdziemy do środka? szepnął Dawid, i wreszcie weszli.

Oczywiście, synu Proszę, wejdźcie A wy, to chyba ta Jadwiga? powiedziała, przeglądając Jadwigę od stóp po głowę.

Tak, jestem Jadwiga! Cieszę się, iż się poznaję. podała dłoń Grażynie i weszła. Matka Dawida stała z zaskoczonym wyrazem twarzy, patrząc na dziewczynę.

Tato, Elżbieto, mamo, to Jadwiga, moja narzeczona, złożyliśmy wniosek i niedługo będziemy się żenić. To moja rodzina: siostra Elżbieta, matka Grażyna i tata Mikołaj. przedstawił Dawid swoją narzeczoną.

Wieść o ślubie była dla rodziny Dawida niespodzianką; wszyscy zamarli, nieco zdumieni. W pokoju zapaniała cisza, słychać było jedynie stukot sztućców.

Tak! Jadwigo! Cieszymy się z was i serdecznie witamy w rodzinie. Macie może butelkę? O, to się przyda! I jakieś smakołyki, ale tylko dla dziewczyn. rozładował atmosferę tata Mikołaj.

Nie, nie jemy ciast, zwłaszcza wieczorem. Co ty, Jadwigo Grażyna odrzuciła pudełko ze słodyczami, choć nieco odpychająco.

Wy nie jedzecie, a my jemy! Dajcie tę skrzynkę, zobaczymy, co w niej jest. Myślę, iż Jadwiga nic złego nie przyniesie. Tak, Jadwigo? zaśmiał się tata.

Wszyscy w końcu usiedli i nieco się uspokoili. Na stole leżała czekolada, lekkie przekąski i butelka szampana. Otworzyli butelkę, stuknęli toastami, napili się i znowu zapadła niezręczna cisza.

Mamo, poznałem rodziców Jadwigi. Są wspaniali, spodoba wam się. powiedział Dawid, chcąc choć coś powiedzieć. Jadwiga przyglądała się kieliszkom, a Elżbieta nie odrywała wzroku od Jadwigi. Tata zaczął opowiadać dowcip, wszyscy się roześmiali i napięcie nieco ustąpiło.

Jadwigo, nie martw się, mam świetnego specjalistę. Zaaranżuję ci spotkanie, on pomoże rozwiązać twój problem. nagle rzekła matka.

Problem? Nie mam problemu. przyznała się Jadwiga, zaskoczona.

No więc, Jadwigo, a te twoje zbędne kilogramy? Czy to nie problem? nie ustępowała matka Dawida.

Według mnie nie mam ich za wiele, a mój przyszły mąż je akceptuje. Nie wszyscy muszą być jak patyczki i słomki. Jadwiga spojrzała złośliwie na Elżbietę i matkę Dawida. Elżbieta eksplodowała gniewem.

Jadwigo, masz dwadzieścia kilogramów za dużo! To niezdrowe. A kiedy urodzisz, nie mam pojęcia, co cię spotka

Kiedy urodzę, będę jeszcze piękniejsza, z moim kochanym mężem i dzieckiem. A ty, Elżbieto, jesteś wciąż wolna? Pewna, iż smukła kobieta musi mieć przystojnego mężczyznę i przynajmniej dwoje dzieci odpowiedziała Jadwiga, gryząc ciastko.

Elżbieta przełknęła ślinę, chciała coś jeszcze dodać, ale Mikołaj przerwał konflikt, napełnił kieliszki i wzniósł toast.

Za kobiety tej rodziny, tak różne, a jednak kochane!

Wyszli na ulicę po dwie godziny. Spojrzeli na siebie, westchnęli jednocześnie i wybuchli śmiechem, nie patrząc na siebie.

No tak Nie spodziewałam się, iż przyszła teściowa powie mi, iż jestem pulchna.

Jadwigo, kochana, jesteś piękna i to wiesz! A matka i siostra? Przebacz im serdecznie. Krewnych nie wybiera się.

Ślub wyznaczono na 25 sierpnia. W tym dniu krewni i przyjaciele zebrali się w Urzędzie Stanu Cywilnego, by być świadkami małżeństwa zakochanych. Po ceremonii zaproszeni udali się do restauracji.

Panna młoda lśniła w eleganckiej sukni, podkreślającej jej kobiecą, czarującą sylwetkę. Pan młody nie mógł od niej oderwać oczu. Matka panny, Halina Janina, nie odpuszczała córce piękna i przepychu formy. Sukienka podkreślała jej figurę. Mężczyźni nie mogli oderwać od niej wzroku. Odróżniała się od suchoświątecznej, niskiej swawoli, zamkniętej w szarym płaszczu. Siostra Dawida, Elżbieta, była kopią swojej matki, tylko młodsza.

Muzyka zadźwięczała i młoda para ruszyła na pierwszy taniec. Wirowali w pierwszym walcu przy czarującej melodii. Goście zamarli w milczeniu, gdyż dla nich nie istniał już żaden inny świat tylko oni dwoje.

No tak Pannie nie zaszkodziłoby nieco zredukować wagę. Jest ogromna, a suknia nie dopasowuje się odezwał się niezadowolony głos matki Dawida.

Mówi się, iż słowo nie ucieknie, a ptak nie złapie próbowała odpowiedzieć Grażyna, ale było już za późno, została usłyszana.

Poza tym, wielu mężczyzn nie rzuca się na kości. Wolą normalne, żywe kobiety. Twój syn, nawiasem mówiąc, należy do nich. A wy, damy, mówcie ostrożniej, bo ja, choć miękka, jestem nerwowa. Nie dam rady, gdy chodzi o moją córkę kontynuowała Halina, ręce w biodrach, przyciskając Jadwigę do ściany swoim obfitym biustem.

Kobiety przez chwilę drążyły się wzajemnie spojrzeniami. Grażyna była przerażona, Halina wściekła. Sytuację rozładował Janusz, który natychmiast opanował scenę.

Och, dziewczyny! Widzę, iż już się zaprzyjaźniłyście. Ale muszę pożyczyć wam moją żonę, droga Grażyno! Halinko, zapraszam cię na taniec. Młodzi już zatańczyli, teraz nasza kolej.

Wziął żonę za talię i razem zakręcili w walcu. Muzyka rozbrzmiewała, twarze były radosne, a wesele śpiewało i tańczyło, jak w znanej piosence.

Pozostało tylko mieć nadzieję, iż młodzi będą żyć, pożywać i zdobywać dobro Bo to najważniejsze, prawda?

Idź do oryginalnego materiału